Coraz częściej słyszymy, że z różnych powodów na rozmaitego rodzaju przedsięwzięcia nie ma pieniędzy. A to rząd zabrał, a to pandemia ograniczyła, a to wydarzyło się coś nieprzewidzianego. „Budżet miejski nie jest z gumy” – twierdzą urzędnicy i zamykają dyskusję.
Być może rzeczywiście budżet nie jest z gumy, ale nie jest też z betonu. Urząd oszczędza na przetargach, niektóre usługi kosztują mniej niż planowano, czasem też wpływa więcej pieniędzy z podatków niż to było przewidziane. Co robią wówczas urzędnicy? Chowają te pieniądze do kasy i przez cały rok nic z nimi nie robią, a pod koniec roku kupują kserokopiarki „żeby pieniądze nie przepadły”.
Niestety nikt tego nie pilnuje i tego rodzaju marnotrawstwo coraz częściej uchodzi urzędnikom płazem. Radni, aktualizując budżety dzielnic i miasta, nie zastanawiają się co z tych zmian wynika i w jaki sposób te pieniądze można lepiej wykorzystać. Tymczasem Mieszkańcy niekiedy całymi miesiącami „dobijają” się o proste rzeczy, jak na przykład kolejny kosz na śmieci czy ławka przed blokiem. Tłumaczenie zazwyczaj jest takie samo: nie ma obecnie środków w budżecie, zaś jak się pojawią, to zostanie przeprowadzony przetarg. I w ten sposób mijają kolejne miesiące i lata.
Dlatego jako radny reprezentujący Wolę będę skrupulatnie pilnował, by nie dochodziło do takiego marnotrawstwa. Dopilnuję, by radni oglądali dokładnie każdą złotówkę oraz by została ona wydana dla dobra mieszkańców, a nie dla wygody urzędników. Nie zgodzę się też na to, by istotne zmiany w finansach dzielnicy były zgłaszane na dzień czy dwa przed sesją Rady Warszawy. Postaram się, by ze zmianami mogli też się zapoznać mieszkańcy – spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe czy organizacje pożytku publicznego. Jestem przekonany, że wspólnie znajdziemy dla tych pieniędzy lepsze zastosowanie niż kupno nowych, urzędowych kserokopiarek.
