Radni nie mogą być pracownikami politycznymi. Są osobami wynajętymi przez Mieszkańców do ciężkiej pracy przez pięć lat. Muszą pamiętać, że to Mieszkańcy są ich pracodawcami i to ich interesy mają reprezentować – mówi Lech Jaworski, kandydat Trzeciej Drogi na radnego Warszawy.
– Był Pan już radnym Warszawy przez trzy kadencje, teraz kandyduje Pan znowu. Co Pana skłoniło do takiej decyzji?
– Z niepokojem patrzę na to, w jaki sposób Rada Warszawy straciła swoją wartość. Za dawnych czasów my jako radni kontrolowaliśmy to, co robi urząd miasta, zaś urzędnicy wiedzieli, że muszą się starać. Do historii przeszły utarczki radnych z szefową Biura Promocji Miasta, która próbowała promować kiepskie pomysły wyglądające, jakby były pisane na kolanie. Nie zgadzaliśmy się na to i blokowaliśmy bzdurne działania, a ponieważ nie było żadnej poprawy – wymusiliśmy zmianę dyrektorki. Teraz radni zupełnie nie interesują się tym, co robią urzędnicy. Przecież za samą „strefę relaksu” czyli zbiór palet na pl. Bankowym powinny posypać się porządne dymisje.
– Dlaczego tak się dzieje?
– Po pierwsze, z samorządu zniknęli ludzie z pasją i własnym zdaniem. Zostali oni zastąpieni przez drobnych działaczy, którzy wszystko zawdzięczają partii i są wobec niej w stu procentach lojalni. Wobec partii, a nie wobec mieszkańców. Więc jeśli urząd miasta zdecyduje się wprowadzić rozwiązania uderzające w wyborców, to nie będą się odzywać, aby nie stracić partyjnych synekur i nie ryzykować kariery. Niestety takich ludzi jest coraz więcej.
– A po drugie?
– Po drugie, radnym się po prostu nie chce. Ich pozycja wynika z partyjnego nadania i nie ma związku z tym jak oceniają ich pracę wyborcy. Uważają, że skoro mają wysokie miejsce na liście wyborczej, to wystarczy jak coś tam zrobią na dwa – trzy miesiące przed wyborami. Obrażają w ten sposób Mieszkańców Warszawy, traktując ich jak bezrozumny tłum.
– To chyba za mocne słowa.
– Nie sądzę. Podam taki przykład. Czy widział Pan ulotki? Na większości z nich programy wyborcze składają się z przepisanych sprzed sześciu lat materiałów. Skoro radni i kandydaci nie zadają sobie nawet takiego trudu, to co można powiedzieć o ich stosunku do wyborców oraz o ich skuteczności?
– Że nie dało się pewnych rzeczy zrobić, bo były obiektywne problemy.
– Zawsze są obiektywne problemy i to jest stara jak świat wymówka leniwych urzędników. Jeśli się czegoś nie chce zrobić, to zawsze znajdzie się powód, a jeśli się coś chce zrobić, to zawsze znajdzie się sposób. Niestety w warszawskim samorządzie szukanie sposobów jest coraz bardziej passe. Zupełną bierność urzędników można wytłumaczyć pandemią, złym rządem czy innymi powodami. Tylko proszę pamiętać, że ci ludzie biorą pieniądze właśnie za to, by mimo trudności jak najlepiej działać na rzecz mieszkańców. Tymczasem nikt im o tym nie przypomina, więc oni też nie muszą się starać.
– I Pan będzie im o tym przypominał?
– Na pewno. Zawsze upominałem się o sprawy mieszkańców i wola jakiejkolwiek partii nie mogła mi w tym przeszkodzić. Między innymi dlatego miałem z władzami partii ciągle na pieńku, choć mieszkańcy doceniali moją aktywność. Jeśli zostanę wybrany w tej kadencji, na pewno nie spuszczę z tonu. Nie pozwolę na to, by w samorządzie panoszyła się bylejakość. To nie radnym, urzędnikom ani prezydentowi ma żyć się lepiej tylko mieszkańcom. Jeśli ktoś nie rozumie tej zasady, nie powinien znajdować się w samorządzie.
– Ale są członkami partii i muszą realizować jej program.
– Ja nie jestem członkiem żadnej partii i będę realizował tylko to, co jest dobre dla mieszkańców. Jeszcze raz stanowczo podkreślam, że radni nie są pracownikami politycznymi, tylko osobami wynajętymi przez Mieszkańców do ciężkiej pracy przez pięć lat. To Mieszkańcy są naszymi pracodawcami i to ich interesy mamy reprezentować. Partie niech się rozpychają w parlamencie.
